We wtorkowy wieczór, 3 maja 2011, w strugach deszczu i smagani wiatrem, mieszkańcy Rzeszowa tłumnie zgromadzili się pod zabytkową wieżą kościoła farnego. Tam miał się odbyć koncert, który był uwieńczeniem obchodów tegorocznego święta Paniagi. Barwna parada, w której nie zabrakło nawet orientalnego smoka, kiermasze rękodzieła, pokazy sztuk walki, prezentacja tańca Salsa, koncerty na trzech scenach usytuowanych w różnych częściach starówki - każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
W Radio Rzeszów odbywał się dzień otwarty a słuchacze mogli choć na chwilę wcielić się w rolę prezenterów i zwiedzić gmach. Święto ulicy 3 Maja jak zawsze bogate w atrakcje, cieszy się coraz większym zainteresowaniem nie tylko mieszkańców naszego miasta. Po całym dniu przebywania w zgiełku dźwięków i barw, po upalnej pogodzie czekała nas wędrówka w niesamowite przestrzenie muzyczne. Mimo zimna i deszczu, które nawiedziły Podkarpacie późnym wieczorem, pod sceną na deptaku nie zabrakło fanów jazzu. Na taki koncert zawsze jest pogoda. To była prawdziwa uczta. Dźwięki fortepianu niczym krople ciepłego, letniego deszczu spadły na słuchaczy. Kontrabas tętnił, nadawał puls, jak bicie serca, wprowadzając nas w trans. Na scenie pojawiła się skromna postać, a ze złotej trąbki wytrysnęły świetliste promienie i od razu zrobiło się jaśniej. Tomasz Stańko to artysta, którego nie trzeba przedstawiać. Wraz ze swoim zespołem wystąpił w Rzeszowie i był to jeden z tych koncertów, który wpłynął na moją muzyczną wyobraźnię. Czas na chwilę przestał istnieć - był tylko jazz i to ten w najlepszym wydaniu. Spośród tłumu parasoli i podmuchów wiatru Tomasz Stańko zabrał nas w podróż po niezmierzonych przestrzeniach. Było lirycznie, było filmowo i nostalgicznie. Dźwięk zaklęty w trąbce niczym dym wonnego kadzidła unosił się w powietrzu. Muzyka chwilami bardzo żywiołowa, wręcz nogi rwały się do tańca, zaraz potem sączyła się niczym dobry drink w ulubionym pubie. Perkusista jak szaman miotełkami zaklinał deszcz i na chwilę przestało padać. Wieczór był niesamowity.
Jazz nigdy nie był dla mnie łatwy w odbiorze. Osobiście jestem muzycznym niedowiarkiem, wszystkiego muszę dotknąć, a wykonawcę lubię poznać na żywo. Poruszam się w melodyce średniowiecza i śpiewów tradycyjnych i doświadczam dźwięków, których nie ma na klawiaturze. Podczas koncertu znalazłam most łączący te dwa światy. Jazz to muzyka, która jest wolna, nie da się jej zaszufladkować, ująć w żadne definicje. Jest nieprzewidywalna, wręcz ryzykowna, jak taniec na krawędzi. Żyje własnym życiem i to jest w niej niesamowite. Wciąga jak magnez, kołysze w abstrakcyjnych wymiarach, a każdy dźwięk ma barwę nie do opisania. Ten koncert zmienił moje postrzeganie muzycznego świata.
Tomasz Stańko był jak czarodziej, z pod jego ręki wystrzeliły girlandy dźwięku, ich blask odbijał się w oknach zabytkowych kamieniczek, ponura aura zajaśniała tęczą barw. To był magiczny wieczór, którego ciepło wciąż jest w nas, a muzyka jeszcze się tli ...
Barbara Bator
Autorem zdjęć jest Grzegorz Łukasiewicz.
Tagi:
Tomasz Stańko
,
Barbara Bator
Data wprowadzenia: 2011-05-05